Od drugiej strony katedry – geneza

Jestem nauczycielem języka polskiego i od kilkunastu lat pracuję w Szkole Podstawowej.

Ten blog poświęcony będzie mojej pracy, ale z zupełnie innej perspektywy, niż by się wydawało…Bez narzekania, bez marudzenia i bez moralitetów. OBIECUJĘ!

Każdego dnia pracy z młodzieżą doświadczam radosnego oświecenia, że spotkać mnie tam może jeszcze wiele… Nie chodzi tylko o uczniów, ich rodziców, ale także o ciało pedagogiczne, które często wydaje mi się zupełnie, nie z tej Ziemi…

Na tym blogu, pragnę podzielić się z Wami, tymi najradośniejszymi historiami, jakie przychodzi mi każdego dnia przeżywać w szkole.

Jeszcze godzinę temu byłam blondynką, dzięki moim uczniom mam na głowie ciemną kawę…Jak do tego doszło? Otóż… Przyczyniła się do tej decyzji moja najcudowniejsza klasa VI a. Przygotowywałam ich do sprawdzianu kompetencyjnego już od tygodnia. Opracowałam serię możliwych pytań, podobnych do tych, jakie otrzymają na teście próbnym. Był to jeden tekst, z pytaniami do niego, wiersz do analizy i dwa wypracowania na zadany temat. Jednym z zadań był kilku zdaniowy opis nauczyciela języka polskiego. Celowo kazałam im pisać o mnie, by mogli popracować nad swoimi obiektywnymi i subiektywnymi spostrzeżeniami. Wieczorem usiadłam w fotelu i zaczęłam czytać ich wypracowania na mój temat…” Moja pani od polskiego jest jasnom blądynką”, „ Pani to blądi z niebieskimi oczami”- to były najczęściej powtarzające się zdania w moim opisie. Ręce opadły mi do samej podłogi. Następnego dnia ogłaszam wszem i wobec, że jestem blondynką przez „o n” i pytam: „Dlaczego 90% klasy zrobiło w tym wyrazie błąd ortograficzny?”. Wówczas, jak zawsze w chwilach konsternacji, wstaje Oliwia ( daję głowę to przyszły prawnik) i prosto z mostu odpowiada, w imieniu wszystkich uczniów: „Gdyby miała pani inny kolor włosów byłoby prościej”.

W tym momencie postanowiłam, że ułatwię im życie. Pozbyłam się blond kosmyków. Nie potrafię się doczekać chwili, kiedy jutro po dzwonku wejdę do VI a. Nawiasem mówiąc, korzystnie mi w tym kolorze i jestem wdzięczna tym moim „Miśkom”, że mnie tak urządziły.